top of page

Spektakl dla gawiedzi

Zdjęcie autora: concertoconcerto
concertoconcerto
13 wrz
4 minut(y) czytania


Spektakl pozorów i ślepota tłumu. Jak teatr polityczny odwraca uwagę od pełzającego kryzysu.

Współczesna scena polityczna coraz rzadziej przypomina przestrzeń merytorycznej debaty o przyszłości państwa, a coraz częściej staje się jarmarcznym teatrem, w którym role są z góry rozpisane, a emocje – precyzyjnie skalkulowane. Największym sukcesem klasy rządzącej i powiązanych z nią mediów głównego nurtu nie jest jednak samo tworzenie tego spektaklu, lecz fakt, że Naród Polski, sprowadzony do roli bezrefleksyjnej, szarej masy, z własnej woli daje się w ten spektakl wciągać. Idealną ilustracją tej tragikomedii jest mechanizm, w którym politycy najpierw sami generują strukturalne problemy, by następnie z medialnym hukiem „bohatersko” je rozwiązywać. W tym samym czasie, poza zasięgiem reflektorów, dokonywany jest zamach na gospodarkę, zdrowie i elementarną wolność obywateli. Perpetuum mobile politycznego performansu.

Klasycznym narzędziem odwracania uwagi społecznej od spraw fundamentalnych stał się tzw. „syndrom męczennika” oraz kreowanie kontrowersyjnych bóstw masowej wyobraźni. Gdy opinia publiczna żyje kolejnym performansem – jak choćby głośnym uderzaniem młotem przez europosła Grzegorza Brauna w nielegalny pomnik UPA w Dołhobyczowie – machina państwowa realizuje swoje właściwe cele.

Niezależnie od historycznych i moralnych ocen takich gestów, ich funkcja w przestrzeni medialnej pozostaje niezmienna: to idealny zapalnik emocjonalny. Tłum polaryzuje się w ułamku sekundy, kłócąc się o symbole i okładając ideologicznymi pałkami na forach dyskusyjnych. Z punktu widzenia systemowej inżynierii społecznej, zafiksowanie uwagi obywatela na spektaklu buntu, chroni rządzących przed jednym – przed rozliczeniem ich z realnych efektów zarządzania krajem.Pod osłoną nocy: Prawdziwe problemy współczesnej Polski.

Podczas gdy uwaga przeciętnego „Kowalskiego” jest skutecznie kolonizowana przez medialne igrzyska, w rzeczywistości realnej zachodzą procesy o krytycznym znaczeniu dla przyszłych pokoleń. Można je zamknąć w czterech kluczowych, systematycznie ignorowanych obszarach:

Bomba ekologiczna

Oficjalne plany przekształcenia podziemi Kopalni Soli „Kłodawa” w gigantyczne składowisko ponad 100 rodzajów odpadów niebezpiecznych, w tym metali ciężkich (ołów, kadm, rtęć) oraz azbestu. Zamiast ochrony unikalnego narodowego surowca, pod pozorem walki ze stratami finansowymi spółki, szykuje się katastrofę środowiskową wbrew protestom lokalnej społeczności.

Zaciskanie cyfrowej pętli

Pełzające wdrażanie mechanizmów totalnej inwigilacji: od systematycznego eliminowania gotówki z obrotu, przez rozwój programowalnego cyfrowego pieniądza (CBDC), aż po algorytmiczną cenzurę internetu i systemy identyfikacji tożsamości. Kontrola nad jednostką staje się faktem przy całkowitym milczeniu zdezorientowanych mas.

Gospodarczy regres

Rosnąca fala zwolnień grupowych i wzrost bezrobocia, napędzane drakońskimi kosztami energii i unijną polityką klimatyczną, która skutecznie dobija polskie przedsiębiorstwa i drenuje kieszenie obywateli.

Zapaść ochrony zdrowia

permanentny, wieloletni kryzys systemu medycznego, w którym pacjenci zmuszeni są dosłownie umierać w wielomiesięcznych, a czasem wieloletnich kolejkach do specjalistów i na zabiegi ratujące życie.

Dlaczego naród daje się oszukiwać?

Smutna prawda, dająca podstawy do określenia większości społeczeństwa mianem „przygłupiej szarej masy”, tkwi w uwiądzie krytycznego myślenia. Współczesny odbiorca informacji nie szuka prawdy ani twardych danych ekonomicznych – szuka potwierdzenia swoich własnych uprzedzeń i plemiennych lojalności. Łatwiej jest ekscytować się tym, czy dany polityk zostanie pozbawiony immunitetu, niż zgłębić techniczne aspekty raportu środowiskowego dotyczącego składowania toksycznych pyłów w kopalnianych wyrobiskach soli.

Politycy doskonale tę słabość wyczuwają. Stosują klasyczną doktrynę: stwórz problem (np. doprowadź dochodową spółkę państwową do strat finansowych lub sparaliżuj system zdrowotny przepisami), a następnie wyjdź przed kamery jako jedyny zbawca, oferując „rozwiązanie”, które najczęściej polega na dokręceniu śruby podatkowej lub zwiększeniu kontroli nad obywatelem. Wnioski: Dopóki Polacy nie zaczną patrzeć politykom na ręce, zamiast na usta, dopóty będą traktowani jak bezwolne stado. Prawdziwa suwerenność i bezpieczeństwo narodu nie rozgrywają się na sejmowej mównicy ani podczas widowiskowych akcji z młotkiem w ręku. Decydują się one tam, gdzie ważą się losy polskiego przemysłu, czystości wód gruntowych, wolności naszych portfeli i dostępności do lekarza. Czas najwyższy obudzić się z tego medialnego letargu, zanim pętla kontroli zaciśnie się tak mocno, że na jakikolwiek opór będzie już za późno.

Pytania, które musimy wreszcie zadać. W świetle tych faktów, kurtyna teatru pozorów opada, a przed trzeźwo myślącym obserwatorem stają pytania o fundamentalne znaczenie. Dlaczego poseł Grzegorz Braun z taką samą determinacją nie uderza w polityków, którzy uderzali młotem w polską demografię i bezpieczeństwo socjalne, bezrefleksyjnie otwierając granice? Zamiast widowiskowo niszczyć symbole na oczach kamer, o wiele skuteczniej dla przyszłości państwa byłoby raz na zawsze rozliczyć architektów systemowego chaosu u samego źródła, zamiast jedynie powierzchownie i medialnie leczyć objawy śmiertelnej choroby.

Warto w tym miejscu brutalnie podsumować realne zyski z tych wszystkich sejmowych i ulicznych performansów. Co konkretnie zyskał Naród Polski, gdy Grzegorz Braun biegał z gaśnicą po parlamencie? Bilans jest porażający: poza gigantycznym szumem informacyjnym, polaryzacją opinii publicznej i chwilowym skokiem oglądalności w mediach społecznościowych, obywatele nie zyskali absolutnie nic. Teatralne gesty nie zatrzymały drożyzny, nie uzdrowiły gospodarki ani nie zablokowały napływu toksycznych odpadów do kopalń.

Co najgorsze, ten nieustanny spektakl w najmniejszym stopniu nie dotknął najbardziej palącego, egzystencjalnego problemu współczesnej Polski – faktu, że jako Naród zwijamy się biologicznie. Katastrofalna zapaść demograficzna, kryzys instytucji rodziny, brak stabilnych perspektyw mieszkaniowych dla młodych oraz dramatyczny spadek liczby urodzeń to realny wyrok śmierci rozłożony w czasie. I podczas gdy naród powoli wymiera, politycy z uśmiechem na ustach serwują nam kolejne rundy igrzysk z gaśnicami i młotkami w roli głównej. Prawdziwe rozwiązanie problemów wymagałoby bowiem twardej, organicznej pracy u podstaw i odwagi do zmiany całego systemu, a nie jedynie odgrywania ról w z góry opłaconym spektaklu.


Magdalena Barbara Poroszewska

Komentarze


bottom of page