top of page

„On może więcej … bo był w amoku i stoi za nim …”?

  • Zdjęcie autora: concertoconcerto
    concertoconcerto
  • 22 sie
  • 4 minut(y) czytania

Skandal w Wałbrzychu! Groził ratowniczce śmiercią, a prokuratura na to: „że to znikoma szkodliwość”. „Z oczywistych względów” ratownik medyczny wyleciał z roboty na „zbity pysk”.


Szarpana klamka karetki, wyzwiska, groźby pozbawienia życia i zdrowia, a w tle sprawa medyczna. Mimo że doszło do złamania prawa i agresji wobec ratowniczki medycznej, wałbrzyska prokuratura umorzyła śledztwo. Powód? „Znikoma społeczna szkodliwość czynu”.

Do dramatycznych wydarzeń doszło na początku lutego 2026 roku w Wałbrzychu. Wszystko zaczęło się przy ul. Karkonoskiej, gdzie były radny miasta Wałbrzycha, wezwał pogotowie do swojej żony. Kobieta czuła się bardzo źle od pół roku, a mąż podejrzewał najgorsze - udar mózgu. Na miejsce przyjechał zespół ratownictwa medycznego. Po wykonaniu podstawowych badań, które są możliwe w ramach zespołu ratownictwa medycznego oraz wywiadzie z mężem, nie stwierdzono stanu nagłego zagrożenia życia i zdrowia jakim jest udar, jednakże stan pacjentki wymagał konsultacji z lekarzem i lekarzem specjalistą. Skierowano pacjentkę do lekarza podstawowej opieki medycznej celem wystawienia skierowania na oddział neurologii. W tym samym dniu mąż chorej poszedł do przychodni i uzyskał skierowanie na neurologię w trybie planowym. Lekarz również nie stwierdził udaru - jak sugerował mąż pacjentki.

Po kilku godzinach, jak wynika z relacji męża pacjentki, stan pacjentki się pogorszył - pojawił się niedowład lewostronny, opadnięty prawy kącik ust oraz brak kontaktu - mąż ponownie zadzwonił na numer 112. Drugi zespół medyczny, który pojawił się na miejscu, rozpoznał powikłania po udarze, który według sporządzonej przez nich dokumentacji medycznej nastąpił dnia poprzedniego i w trybie pilnym przetransportował kobietę do Specjalistycznego Szpitala im. A. Sokołowskiego w Wałbrzychu. Wyniki badań były jednoznaczne: zmiany niedokrwienne mózgu a czas ich trwania nie jest możliwy do określenia. Nie wiadomo kiedy doszło do zmian w mózgu. Kilka tygodni temu czy kilka minut. Obraz z Tomografii Komputerowej nie wskazał czasu wystąpienia zmian. Lekarze specjaliści nie wprowadzili postępowania w stanie nagłego stanu zagrożenia życia, w dniu przyjęcia nie wykonali jakże istotnego badania jakim jest Rezonans Magnetyczny, który jako jedyne badanie jest w stanie określić, czy można zminimalizować powikłania udaru.

Szał pod szpitalem i groźby śmierci. Dzień po tym wydarzeniu, 3 lutego 2026 r., były radny, wracając ze szpitala od żony, zauważył i rozpoznał na parkingu właśnie tę karetkę. W pojeździe siedziała ta sama ratowniczka, która przyjechała z pierwszym zespołem pod dom pacjentki. Mężczyzna. podbiegł do ambulansu. Zaczął szarpać za klamkę od strony kierowcy, a następnie podszedł do okna pasażerki. Przez otwartą szybę wykrzyczał w stronę ratowniczki wulgarne słowa, grożąc jej pozbawieniem zdrowia i życia. Groźby wzbudziły u ratowniczki uzasadniony strach i obawę o własne życie. Sprawa trafiła do Komisariatu nr I Policji w Wałbrzychu, a nadzorowała ją Prokuratura Rejonowa, pod kierunkiem prokurator Agaty K. (sygn. Akt 4348-4 Ds. 532.2026.D). Prokuratura umarza sprawę: „Afekt, emocje i znikoma szkodliwość”. Pomimo tego, że doszło do naruszenia art. 190 § 1 k.k. (groźby karalne) oraz art. 226 § 1 k.k. (znieważenie funkcjonariusza publicznego), prokurator Agata K. dnia 30 czerwca 2026 r. podjęła decyzję o umorzeniu dochodzenia. W uzasadnieniu czytamy, że zachowanie męża pacjentki było jedynie „incydentalną reakcją na wyjątkową sytuację życiową” i wynikało z „silnego wzburzenia emocjonalnego wywołanego nagłym pogorszeniem stanu zdrowia żony oraz poczuciem bezradności”. Prokuratura uznała, że choć formalnie doszło do złamania prawa, to czyn ten cechuje się znikomym stopniem społecznej szkodliwości (art. 17 § 1 pkt 3 k.p.k. w zw. Z art. 1 § 2 k.k.). Zdaniem śledczych, mąż nie działał z zamiar okazania lekceważenia, a jego reakcja była nieprzemyślana i podyktowana rozpaczą po tym, jak dowiedział się, że zaniechanie ratowniczki doprowadziło jego żonę do nieodwracalnego kalectwa.

Sprawiedliwość czy pobłażliwość? Decyzja śledczych budzi ogromne kontrowersje i otwiera dyskusję, mając na uwadze nie tak dawne zdarzenia z „kopaniem ratownika, który udzielał pomocy poszkodowanej”. Gdzie jest ochrona ratowników medycznych? Ratownicy podczas pełnienia służby korzystają z ochrony prawnej należnej funkcjonariuszom publicznym. Czy prokuratura wałbrzyska bagatelizując groźby pozbawienia życia, nie daje przyzwolenia na agresję wobec służb medycznych?

Pokrzywdzonej ratowniczce oraz jej pełnomocnikowi przysługuje prawo do złożenia zażalenia do Sądu Rejonowego w Wałbrzychu. Czy sąd podtrzyma decyzję prokuratury, uznając wybuch rozpaczy męża za czyn bezkarny, czy stanie po stronie ochrony medyków? Sprawa z pewnością będzie miała swój dalszy ciąg.



Nie ulega wątpliwości, że błędy medyczne się zdarzają. Medycyna nie jest dziedziną wolną od pomyłek, a w sytuacjach dramatycznych, gdy chodzi o zdrowie i życie człowieka, emocje rodzin mogą sięgać granic wytrzymałości. Jeżeli ktoś uważa, że został skrzywdzony przez decyzję medyka, ma pełne prawo domagać się wyjaśnienia sprawy, złożyć zawiadomienie, dochodzić odpowiedzialności i walczyć o sprawiedliwość. Do tego właśnie służą policja, prokuratura i sądy.

Ale istnieje też druga granica, której w cywilizowanym społeczeństwie przekraczać nie wolno. Rozpacz, bezradność, gniew czy działanie w amoku mogą tłumaczyć ludzkie zachowanie, ale nie powinny automatycznie oznaczać jego usprawiedliwienia. Groźba pozbawienia życia, wyzwiska i agresja wobec człowieka wykonującego swoje obowiązki nie mogą stać się akceptowalnym sposobem odreagowania własnej tragedii.

Bo prawo musi działać w obie strony. Jeżeli uważamy, że ratownik, lekarz czy funkcjonariusz powinien odpowiadać za swoje błędy i zaniechania, musimy jednocześnie wymagać odpowiedzialności od tych, którzy przekraczają granice prawa w reakcji na własne emocje.

Jesteśmy społeczeństwem cywilizowanym właśnie dlatego, że gniew nie zastępuje prawa, a poczucie krzywdy nie daje prawa do zastraszania drugiego człowieka. Jeśli nie będziemy szanowali podstawowych reguł na samym dole, w codziennych, pozornie „małych” sytuacjach, nie oczekujmy, że na wyższych szczeblach będziemy mogli wymagać poszanowania prawa, procedur i zasad od innych.

Dlatego ta sprawa nie powinna być sprowadzana wyłącznie do sporu między rodziną pacjentki a ratowniczką. To pytanie o znacznie więcej: czy w Polsce prawo ma chronić każdego człowieka - także wtedy, gdy emocje są ogromne, a poczucie krzywdy uzasadnione? Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to musi obowiązywać również wtedy, gdy łatwiej jest zrozumieć gniew niż przypomnieć o odpowiedzialności.

Ratownik, bez wyroku sądowego „zakończył służbę”, „chwilowemu napastnikowi” - ze środowiska łączonego bezpośrednio z rządzącą miastem Koalicją Obywatelską, miejmy nadzieję, że daleko jest do słów prominentnych działaczy ogólnopolskich „… będziemy naszych ludzi bronili jak niepodległości”, „więc róbcie co chceta”.

 

Wiktoria W.

 


Materiał przesłany do redakcji Suweren24 przez pracownika służby medycznej (nazwisko pozostaje do wiedzy redakcji).

 

Tomasz Maciejowski

Komentarze


bottom of page