top of page

„Kto kontroluje tych, którzy mają ratować?”

  • Zdjęcie autora: concertoconcerto
    concertoconcerto
  • 19 sie
  • 3 minut(y) czytania


28 lipca br. redakcja Suweren24 wystosowała pytania do kierownictwa Szpitala dotyczące lekarza pełniącego funkcję p.o. dyrektora medycznego i prowadzącego SOR. Odpowiedź rzecznika prasowego, pani Iwony Krysiak, przyszła bardzo szybko - cyt. „zgodnie ze strukturą organizacyjną Szpitala oraz zasadami udostępniania informacji publicznej, wniosek w przedstawionym zakresie powinien zostać skierowany do Dyrektora Specjalistycznego Szpitala im. dra Alfreda Sokołowskiego w Wałbrzychu. W związku z powyższym przekazuję Pana wiadomość do Sekretariatu Dyrekcji w celu jej zarejestrowania oraz dalszego procedowania zgodnie z obowiązującymi przepisami.”

 

Zaznaczmy, że w przypadku wniosku o udostępnienie informacji publicznej zasadą jest, że instytucja (tutaj Szpital) powinna odpowiedzieć:

  • bez zbędnej zwłoki – jeżeli Szpital może udzielić informacji od razu, powinien to zrobić możliwie szybko;

  • do 14 dni – to podstawowy termin na udzielenie informacji publicznej, wynikający z art. 13 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej;

  • jeżeli instytucja nie może odpowiedzieć w ciągu 14 dni, musi w tym terminie:

    1. poinformować wnioskodawcę o powodach opóźnienia,

    2. wskazać nowy termin, nie dłuższy jednak niż 2 miesiące od dnia złożenia wniosku.

 

Mija 19.08.2026r. do redakcji Suweren24 nie została przesłana żadna informacja. Rzecznik prasowy milczy, dyrekcja milczy …- „zarządzający Szpitalem” prezydent miasta, też nie kwapi się pomóc „mianowanej” przez siebie dyrekcji Szpitala. Więc, zapewne jest coś na rzeczy?

 

Cóż redakcji pozostaje? Napiszemy skargę, zażalenie i opublikujemy tekst jednego z ratowników medycznych, który wpłynął do redakcji 18.08 br.

 

TM



Pytania o funkcjonowanie SOR w Wałbrzychu


Konflikt pomiędzy personelem zespołów ratownictwa medycznego a lek. Joanną G. nie jest już wyłącznie historią o trudnych relacjach między medykami. Jeżeli relacje pracowników i zgromadzona dokumentacja znajdują potwierdzenie, pojawia się znacznie poważniejsze pytanie: czy instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo pacjentów właściwie reagowały na sygnały o problemach?

Ratownik przywozi pacjenta. Co dzieje się dalej?

Przekazanie pacjenta przez ZRM nie jest kurtuazyjną rozmową pomiędzy medykami. Informacje o stanie chorego, objawach, wykonanych procedurach i zastosowanym leczeniu mogą mieć znaczenie dla dalszego postępowania.

Dlatego szczególnego wyjaśnienia wymagają relacje dotyczące sposobu traktowania członków ZRM podczas przekazywania pacjentów.

Czy zdarzało się ignorowanie ratowników przekazujących informacje o chorym? Czy dochodziło do ich poniżania, wyśmiewania albo demonstracyjnego przerywania przekazywania informacji? Jeżeli tak – czy kierownictwo szpitala wiedziało o takich sytuacjach? A jeśli wiedziało, co konkretnie zrobiło?

Skargi w jedną stronę?

Kolejną kwestią wymagającą wyjaśnienia są skargi dotyczące pracy zespołów ratownictwa medycznego.

Samo składanie skarg oczywiście nie jest niczym niewłaściwym. Każdy lekarz, ratownik, pielęgniarka czy pacjent ma prawo zgłosić zauważone nieprawidłowości. Problem zaczyna się wtedy, gdy skarga staje się narzędziem konfliktu personalnego.

Dlatego warto zapytać wprost: Ile skarg dotyczących ZRM zostało złożonych przez lek. Joannę G.? Czego dotyczyły? Ile z nich po przeprowadzeniu postępowania wyjaśniającego uznano za zasadne? Czy analizowano, czy powtarzające się konflikty pomiędzy jedną osobą a kolejnymi członkami personelu mogą mieć wspólne źródło?

A kto wysłuchał drugiej strony?

W ochronie zdrowia łatwo zniszczyć reputację człowieka jednym zarzutem. Znacznie trudniej później ją odbudować.

Dlatego każda poważna ocena postępowania ratownika powinna opierać się na dokumentacji medycznej, zapisach systemowych, relacjach wszystkich uczestników zdarzenia i – jeżeli wymaga tego charakter sprawy – opinii niezależnych specjalistów. Nie na tym, kto ma wyższe stanowisko. Nie na tym, kto mówi głośniej. I nie na tym, kto pierwszy napisze skargę.

Jeżeli wobec ratowników formułowano zarzuty, podstawowe pytanie brzmi więc: czy przed wyciąganiem wobec nich konsekwencji rzeczywiście dano im możliwość przedstawienia własnej wersji wydarzeń?

Pacjent nie może być zakładnikiem konfliktu

Najważniejszą osobą na SOR nie jest dyrektor. Nie jest nią lekarz. Nie jest nią również ratownik. Jest nią pacjent.

Jeżeli pomiędzy personelem SOR a zespołami ratownictwa medycznego istnieje wieloletni konflikt, kierownictwo odpowiedzialnych jednostek powinno odpowiedzieć, czy konflikt ten mógł wpływać na komunikację podczas przekazywania pacjentów.

Bo jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, przestajemy rozmawiać o tym, kto kogo lubi. Zaczynamy rozmawiać o bezpieczeństwie chorych.

Pytania, które powinny otrzymać odpowiedź

Dlatego przed publikacją pełnego materiału chcielibyśmy uzyskać stanowisko lek. Joanny G. oraz kierownictwa Specjalistycznego Szpitala im. dra Alfreda Sokołowskiego w Wałbrzychu.

Czy do kierownictwa wpływały skargi ratowników lub innych pracowników dotyczące sposobu współpracy z lek. Joanną G.? Ile takich zgłoszeń odnotowano? Czy były prowadzone postępowania wyjaśniające? Czy przeprowadzano rozmowy ze świadkami?

Czy analizowano skargi składane przez samą lek. G. na członków ZRM i jaki procent tych skarg został potwierdzony? Czy dyrekcja analizowała wpływ konfliktów pomiędzy personelem SOR i ZRM na bezpieczeństwo przekazywania pacjentów?

I wreszcie: ile sygnałów musi trafić do instytucji, zanim przestają być traktowane jako „konflikt personalny”, a zaczynają być traktowane jako problem organizacyjny wymagający wyjaśnienia?

Nie przesądzamy odpowiedzi. Ale właśnie dlatego te pytania trzeba zadać.

Bo w systemie, którego zadaniem jest ratowanie zdrowia i życia, zamiatanie konfliktów pod dywan nie rozwiązuje problemów. Powoduje tylko, że któregoś dnia ich konsekwencje może ponieść ktoś, kto w tym sporze nie uczestniczył – pacjent.


Karol N. (ratownik medyczny)

Komentarze


bottom of page