Wałbrzych: przeszłość, która nie odpuszcza
- concertoconcerto
- 9 sty
- 2 minut(y) czytania

Kopalnie zamknięte dekady temu wciąż mają w Wałbrzychu więcej do powiedzenia niż nowe inwestycje. Cisza po nich nie okazała się końcem historii, lecz jej najgłośniejszym rozdziałem. To miasto potrafi być piękne i brutalne jednocześnie.
Z jednej strony – zabytkowe pałace, parki i zielone wzgórza; z drugiej – osiedla, gdzie bloki wciąż pamiętają zapach węgla i pot ludzi sprzed lat. Kontrast, który wgryza się w skórę i w pamięć.
Kiedy kopalnie zostały zamknięte w połowie lat 90., ponad 14 000 mieszkańców straciło pracę niemal z dnia na dzień, a miasto zostało zmuszone do gwałtownej transformacji gospodarczej. W efekcie bezrobocie sięgało nawet 38–40 %, a wielu dawnych górników szukało zarobku w nielegalnych pracach pod ziemią lub wyjeżdżało za granicę, by utrzymać rodziny.
Dziś sytuacja nie jest czarno‑biała – z jednej strony wałbrzyszanie podkreślają silne więzi społeczne i przywiązanie do miasta, z drugiej mówią o wyzwaniach: młodzi ludzie nadal wyjeżdżają do większych ośrodków, a część mieszkańców postrzega brak życia nocnego czy ograniczone perspektywy jako codzienny ciężar.
Po pracy ulice Starego Miasta są często puste. Nieliczne kawiarnie i lokale próbują przyciągnąć mieszkańców, ale życie kulturalne jest tu ograniczone i sporadyczne. Inni wciąż pamiętają czasy, kiedy rytm życia wyznaczały zmiany kopalniane i kolejki po podstawowe towary w PRL‑u – codzienność oparta na prostych posiłkach, wspólnych problemach i sąsiedzkich rozmowach o tym, co przyniesie jutro.
Ale nie chodzi tylko o nostalgię. Miasto próbuje się zmieniać: inwestuje w kulturę, turystykę, tworzy programy dla nowych mieszkańców, także dla przyjezdnych z Ukrainy. Tyle że te sygnały życia wyglądają raczej na punktowe interwencje niż na spójną wizję. Czy to początek realnej zmiany, czy raczej próba estetycznego zamaskowania problemów, których nie da się przykryć ani farbą, ani nowym asfaltem?
Dane mówią swoje: bezrobocie spadło w ostatnich latach, ale średnie zarobki wciąż odbiegają od krajowej średniej. Przeszłość wciąż trzyma to miasto za gardło.
I tu pojawia się sedno: Wałbrzych uczy, że odrodzenie miasta to nie linia prosta, lecz labirynt problemów i porażek. To proces pełen sprzeczności. Każdy dzień przynosi kolejne wyzwania: brak perspektyw dla młodych, rodziny wciąż zmagające się z codziennością, ulice, które pamiętają więcej niż chcieliby mieszkańcy. W tej niestabilności nie ma piękna – jest surowa prawda: miasto wciąż tonie w swoim cieniu i często przegrywa. Wałbrzych nie oszczędza nikogo. Pokazuje swoje braki, słabości i porażki w najostrzejszym świetle.
Na koniec – pytanie, które nie daje spokoju: co będzie z tym miastem za dziesięć lat? Czy pozostaniemy świadkami jego przebudzenia, czy też znowu pozwolimy, by cisza kopalń zagłuszyła głosy ludzi, którzy tu zostali?
Kto tu mieszka, wie, że rozwój miasta nie przychodzi sam – zależy od politycznych wizji, które często mijają się z rzeczywistością.
Tomasz Niemas







Komentarze