top of page

Zasoby jako motor polityki.

  • Zdjęcie autora: concertoconcerto
    concertoconcerto
  • 19 gru 2025
  • 2 minut(y) czytania


Demografia Niemiec, Unia Europejska i warunek przetrwania narodów Każde państwo – niezależnie od deklarowanych wartości, ideologii czy narracji moralnych – podlega tym samym prawom biologii, fizyki i ekonomii. Ludzie muszą codziennie pić wodę, jeść, ogrzewać się i funkcjonować w stabilnym systemie energetycznym. Gdy liczba ludności przekracza zdolność terytorium do samowystarczalności, państwo staje przed wyborem: albo ograniczyć własny model życia, albo sięgnąć po zasoby zewnętrzne.

Niemcy są dziś państwem liczącym około 83 miliony ludzi. Każdego dnia ta populacja generuje olbrzymie zapotrzebowanie na żywność, wodę, energię, metale i surowce przemysłowe. Tymczasem terytorium Niemiec – gęsto zaludnione, silnie zurbanizowane i ograniczone przestrzennie – nie jest w stanie w sposób trwały zapewnić tych zasobów samodzielnie.

Deficyt strukturalny, nie chwilowy kryzys. Niemiecka gospodarka od dekad funkcjonuje dzięki importowi:

  • surowców energetycznych,

  • żywności i pasz,

  • metali strategicznych,

  • komponentów przemysłowych.

Transformacja energetyczna nie zlikwidowała tego problemu, lecz go pogłębiła, zwiększając zależność od zewnętrznych dostaw i infrastruktury przesyłowej. Oznacza to jedno: bez stałego dostępu do cudzych zasobów niemiecki model demograficzny i gospodarczy staje się niestabilny.

Państwo tej skali nie może pozwolić sobie na brak zabezpieczenia. Musi planować dostęp do zasobów w perspektywie dekad.


Ekspansja nowego typu

Współczesna ekspansja nie odbywa się poprzez czołgi i granice, lecz poprzez:

  • integrację gospodarczą,

  • centralizację decyzji,

  • regulacje klimatyczne i energetyczne,

  • dominację kapitałową,

  • uzależnienie infrastrukturalne.

Unia Europejska w tym sensie nie jest wyłącznie „projektem współpracy”, lecz narzędziem zarządzania zasobami całego kontynentu. Wspólne polityki umożliwiają redystrybucję dóbr z obszarów zasobowych do obszarów deficytowych, bez formalnego użycia siły.

Europa Środkowo-Wschodnia – w tym Polska – posiada to, czego brakuje najbardziej zaludnionym i uprzemysłowionym krajom Zachodu:

  • ziemię rolną,

  • żywność,

  • wodę,

  • metale,

  • przestrzeń,

a wciąż także surowce energetyczne, w tym węgiel, który w przyszłości – mimo dzisiejszych narracji – ponownie zyska znaczenie strategiczne.


Polska: zasoby albo przetrwanie

Z tego punktu widzenia Polska nie jest „partnerem”, lecz zapleczem zasobowym. I tu pojawia się kluczowa kwestia: naród, który oddaje kontrolę nad swoimi zasobami, oddaje w istocie możliwość własnego przetrwania.

Dlatego z perspektywy czysto racjonalnej – niezależnej od sympatii, ideologii czy bieżącej polityki – Polacy muszą odciąć Niemcy od polskich zasobów strategicznych:

  • żywności,

  • metali,

  • ziemi,

  • a w przyszłości również węgla i energii.

Nie jako akt wrogości, lecz jako warunek biologicznego i cywilizacyjnego przetrwania Narodu. Państwo, które pozwala innym decydować o tym, czym karmi własną ludność i czym ogrzewa swoje domy, przestaje być podmiotem.


Ponad politykami

Co istotne, ta konieczność istnieje niezależnie od woli polityków. Elity polityczne są zmienne, krótkoterminowe i często funkcjonują w logice zewnętrznych nacisków. Naród natomiast myśli w kategoriach pokoleń.

Jeżeli Polacy nie zabezpieczą swoich zasobów:

  • zrobi to ktoś inny,

  • w swoim interesie,

  • bez pytania o zgodę.

Historia pokazuje, że narody nie giną dlatego, że ktoś je „napada”, lecz dlatego, że same rezygnują z kontroli nad fundamentami życia.


Wnioski

Unia Europejska jest polem gry interesów państw o skrajnie różnej sytuacji demograficznej i zasobowej. Niemcy – jako państwo przeludnione i strukturalnie deficytowe – muszą dążyć do zabezpieczenia dostępu do cudzych zasobów. To nie jest ideologia, lecz rachunek biologiczno-ekonomiczny.

Pytanie brzmi nie: czy ta presja istnieje, lecz:

  • czy Polacy ją rozumieją,

  • czy potrafią ją nazwać,

  • i czy są gotowi postawić granicę tam, gdzie zaczyna się kwestia przetrwania.

Bo w świecie ograniczonych zasobów suwerenność nie jest hasłem. Jest kontrolą nad ziemią, żywnością i energią.



Magdalene Barbara Poroszewska


1 komentarz


Tomasz Niemas
Tomasz Niemas
19 gru 2025

Zasadniczy problem Niemiec nie polega na „hegemonii”, lecz na strukturalnej panice państwa przeludnionego, które utraciło samowystarczalność energetyczną i żywnościową, a jednocześnie nie może – z powodów historycznych – używać klasycznych narzędzi siły. Unia Europejska staje się więc substytutem geopolityki: mechanizmem miękkiego przejmowania kontroli nad cudzymi zasobami poprzez normy, regulacje i „wspólne cele”.


Polska w tej układance nie jest podmiotem negocjującym wizję Europy, lecz zmienną bilansową – obszarem, który ma kompensować cudze deficyty. I tu pojawia się pytanie zasadnicze, którego w polskiej debacie się unika: czy państwo, które oddaje sterowanie nad ziemią, energią i produkcją żywności, może jeszcze mówić o suwerenności w sensie realnym, a nie symbolicznym?


Nie chodzi o antyniemieckość ani o histerię suwerennościową. Chodzi o instynkt państwowy. Państwa, które…


Polub
bottom of page