top of page

Polska bez wyobraźni strategicznej. O zaniku wizji gospodarczej państwa

  • Zdjęcie autora: concertoconcerto
    concertoconcerto
  • 1 dzień temu
  • 3 minut(y) czytania


Polska znajduje się dziś w stanie, który można określić jako strategiczną próżnię. Nie jest to kryzys w sensie klasycznym – finanse publiczne nie runęły, a gospodarka nie załamała się gwałtownie. Problem jest jednak głębszy: państwo przestało projektować własną przyszłość. Utraciło zdolność do formułowania spójnej wizji gospodarczej, która porządkowałaby działania elit politycznych, administracji i aktorów rynkowych.


Przed wejściem do Unii Europejskiej Polska była państwem aspirującym. Aspiracja – nawet jeśli uproszczona do hasła „doganiania Zachodu” – generowała energię modernizacyjną. Istniał nadrzędny cel, który uzasadniał reformy, koszty społeczne i konflikty interesów. Państwo wiedziało, że jest peryferyjne, i właśnie dlatego próbowało z tej peryferyjności wyjść.

Akcesja do UE zamknęła ten etap. Osiągnięcie celu nie zostało przetworzone w nową strategię. Szczególnie po 2007 roku utrwalił się model rządzenia oparty na minimalizowaniu ryzyka politycznego i zarządzaniu nastrojami społecznymi. Państwo przestało być aktorem rozwojowym, a stało się administratorem stabilności. W tym paradygmacie wizja gospodarcza nie była potrzebna – a wręcz postrzegana była jako zagrożenie, bo wymagała decyzji wykraczających poza horyzont jednej kadencji.


W rezultacie doszło do mentalnego outsourcingu myślenia strategicznego. Rozwój miał pochodzić z zewnętrznych źródeł: funduszy unijnych, inwestycji zagranicznych, globalnej koniunktury. Elity polityczne przestały zadawać pytania o długofalową pozycję Polski w podziale międzynarodowym, strukturę własnościową gospodarki czy trwałość podstaw demograficznych i społecznych wzrostu.


Oto konkrety, które pokazują skutki braku wizji:

a) Energetyka: mimo krajowych zasobów węgla i gazu, brak spójnej strategii ograniczył rozwój infrastruktury energetycznej, zwiększając zależność od importu.

b) Przemysł i technologia: programy wsparcia dla polskich firm high-tech były fragmentaryczne, a centra badawczo-rozwojowe powstawały w oderwaniu od całościowej wizji, zamiast tworzyć trwałe ekosystemy innowacyjne.

c) Stocznie i przemysł ciężki: restrukturyzacja była prowadzona doraźnie, a wiele zakładów przestało konkurować międzynarodowo, co doprowadziło do utraty miejsc pracy.


Na poziomie lokalnym konsekwencje są jeszcze bardziej namacalne. Miasta takie jak Wałbrzych, dotknięte transformacją poprzemysłową, nie otrzymały jasnej propozycji nowej roli gospodarczej. Po zamknięciu kopalń i fabryk brakowało spójnych planów inwestycyjnych. Rewitalizacja terenów poprzemysłowych była fragmentaryczna, a centra innowacji czy parki technologiczne, które mogłyby przyciągnąć inwestorów, nie powstały. Fundusze unijne w dużej mierze poszły na drogi, szkolenia i projekty krótkoterminowe, które nie gwarantowały trwałych miejsc pracy.

W takich warunkach strategie lokalne stają się dokumentami technicznymi, a nie instrumentami sprawczości. Brakuje nadrzędnej ramy państwowej, która nadaje sens działaniom regionu czy miasta. Bez wizji na poziomie kraju nie może istnieć realna wizja regionalna ani lokalna.

Niektórzy wskazują, że w latach 2007–2015 Polska korzystała ze względnej stabilności finansów i kontynuowała wzrost gospodarczy mimo światowego kryzysu. Minimalizowanie ryzyka politycznego i unikanie gwałtownych reform miało rzekomo chronić kraj przed nieprzewidywalnymi skutkami globalnej koniunktury. Z tej perspektywy brak dalekosiężnej wizji był pragmatycznym wyborem.

Analiza tego podejścia pokazuje jednak jego ograniczenia. Model „administracji stabilności” oznaczał rezygnację z własnej sprawczości i podporządkowanie decyzji czynnikom zewnętrznym: funduszom unijnym, inwestorom zagranicznym, globalnej koniunkturze. Reagowanie na skutki procesów zewnętrznych zastąpiło projektowanie długofalowego rozwoju strukturalnego. W praktyce doprowadziło to do osłabienia państwa jako podmiotu gospodarczego, utraty kontroli nad strategicznymi decyzjami i stopniowej peryferyzacji Polski w Europie. Stabilność finansowa nie zastępuje wizji i zdolności podejmowania długofalowych decyzji.

Najpoważniejszym skutkiem zaniku myślenia strategicznego jest erozja sensu wspólnego działania. Społeczeństwo, które nie zna długofalowego celu, traci zdolność do wyrzeczeń. Polityka spłyca się do zarządzania emocjami, a debata publiczna koncentruje się na sporach zastępczych, które nie dotykają strukturalnych problemów rozwojowych.

Polska nie potrzebuje dziś kolejnych strategii pisanych pod fundusze unijne ani programów operacyjnych. Potrzebuje odzyskania zdolności do myślenia w perspektywie dekad: określenia, kim chce być jako wspólnota gospodarcza, i jakie instrumenty państwo powinno mieć, by tę wizję realizować.

Bez własnej wizji państwo będzie funkcjonować coraz bardziej na obrzeżach porządku tworzonego przez innych. Brak strategicznego planu to nie tylko deficyt administracyjny – to utrata sprawczości i realnej suwerenności, która w dłuższej perspektywie zdecyduje o miejscu Polski w Europie i jej roli w świecie. Jeśli nie odzyskamy zdolności do planowania długofalowego, rozwój kraju pozostanie zależny od woli innych państw i rynków, a suwerenność, o którą kiedyś walczyliśmy, stanie się jedynie deklaracją na papierze.


Tomasz Niemas

Komentarze


bottom of page