Wałbrzych: miasto z afisza, życie z zaplecza
- concertoconcerto
- 15 cze 2025
- 3 minut(y) czytania
Wałbrzych to miasto, w którym kontrasty przestały dziwić. Stały się normą. Z jednej strony – odświeżone fasady, nowa fontanna, centrum sportowe. Z drugiej – osiedla, które wyglądają, jakby PRL nie zdążył się spakować. Oficjalnie trwa „proces przemiany”, ale w rzeczywistości wiele dzielnic stoi w miejscu. Albo się cofa.
Wstyd nie trafia do folderów
Podgórze, Sobięcin, Biały Kamień – nazwy, które nie pojawiają się w folderach promocyjnych. Nie dlatego, że ich nie ma. Po prostu wstyd słabo się sprzedaje. „Wałbrzych się zmienia” – mówią billboardy. I mają rację: dziś dziura w ulicy jest metr dalej niż wczoraj. Postęp. Mamy estetykę bez treści, fasady bez fundamentów. Polityka samorządowa sprowadzona do PR-owych klisz to nie rozwój – to teatr. Tyle że bilety płacą ci, którzy nie mają nawet gdzie iść.
Tu nie ma jutra. Jest tylko dzisiaj
Na obrzeżach miasta życie toczy się według innego zegara. Nie planuje się tam kariery ani weekendu. Tam planuje się, jak przeżyć poniedziałek. Dzielnice bez infrastruktury, bez inwestycji, bez dostępu do podstawowych usług. Remont? Rzadkość. Sklepy zamknięte, place zabaw zdemontowane, przystanki zapomniane przez służby. Bloki z odpadającym tynkiem i klatki schodowe jak z horroru. Nie są wyjątkiem. Są regułą. Tam, gdzie miasto nie sięga wzrokiem, ludzie uczą się przetrwania. Zamiast planów – improwizacja. Zamiast możliwości – konieczność. Wałbrzych śni o rewitalizacji, ale budzi się z bólem w krzyżu i popękanym chodnikiem.
Zamknij drzwi, zanim ściemnieje
Poczucie bezpieczeństwa? Luksus, nie standard. W „gorszych” dzielnicach mówi się o tym półgłosem. O przemocy, pustostanach, braku patroli. O lokalach, które stały się schronieniem dla nikogo i zagrożeniem dla każdego. To nie są dzielnice dla inwestorów, turystów ani władz. To dzielnice dla ludzi. Tych, którzy nie mieli gdzie indziej. Wieczorem zapada nie tylko zmrok – zapada cisza, napięcie, niepokój. Jak mówią mieszkańcy: „Zamknij drzwi, zanim ściemnieje.”
Miasto bez środka ciężkości
Gdzie nie ma osi – wszystko się kręci w próżni. Wałbrzych w oficjalnych narracjach to miasto „wzrostu”. W praktyce – kilka punktów na mapie: stadion, muzeum, dwie ulice, może trzy. Nawet centrum dalekie jest od stabilizacji. Kamienice czekają na remont jak pacjent w kolejce do specjalisty. Pustostany, lokale z zamalowanymi szybami, nierówny bruk – to nie są tylko obrzeża. Władze budują place, ale to wspólnota buduje miejsce. Bez niej – nawet stadion będzie pusty. Ulica Sienkiewicza, niegdyś serce miasta, dziś przypomina ciało bez pulsu. To rozwój nieliniowy, wybiórczy, wizualny. Tam, gdzie zmiana „dobrze wygląda”. Rzadko tam, gdzie jest najbardziej potrzebna. Wałbrzych raz w roku zakłada garnitur z okazji konferencji. Przez resztę czasu siedzi w podkoszulku, z łokciem na parapecie.
Nadzieja? Jest. Bardzo daleko
Nie można powiedzieć, że nic się nie dzieje. Lokalne stowarzyszenia, domy kultury, aktywiści – walczą, próbują, organizują. Ale to wysiłki rozproszone, wyspowe. To nie polityka, to ratownictwo obywatelskie. Władza lokalna zamiast strategii ma Instagram, a zamiast wizji – catering na galach. Gdy państwo nie potrafi służyć obywatelowi, obywatel musi służyć sam sobie. Hasła o „nowym Wałbrzychu” rozbijają się o stary beton codzienności. Ten nierówny, popękany, bez planu zagospodarowania. Miasto ma dwie twarze. Jedna uśmiecha się z okładki broszury. Druga spogląda z klatki schodowej z odpadającym tynkiem. Wątpliwe, by się znały.
Jedno miasto, dwa losy
Oficjalny Wałbrzych i ten codzienny to dwa światy. Te same ulice, te same rejestracje, ten sam kod pocztowy – ale inna rzeczywistość. Inna jakość życia. Inna przyszłość. Jeśli naprawdę chcemy mówić o odrodzeniu – zróbmy wszystko, by odrodził się cały Wałbrzych. Nie tylko ten od frontu. Nie tylko ten, który się dobrze fotografuje. Dopóki nie zobaczymy całego Wałbrzycha – nie zrozumiemy, czym naprawdę jest to miasto.
Nie narracja, a rzeczywistość
Bo Wałbrzych to nie feniks z popiołów. To ptak, który ciągle siedzi w tym samym gnieździe, tylko ktoś raz w roku przemalowuje mu skorupki. Niech Wałbrzych na chwilę zrzuci maskę i spojrzy sobie w oczy — bez bajek, bez retuszu. Bo prawdziwe zmiany zaczynają się nie od słów na billboardach, lecz od szczerego spojrzenia w lustro. Dziś bardziej boimy się krytyki niż zła. Więcej energii idzie w tuszowanie problemów niż w ich rozwiązywanie. Prawda o Wałbrzychu nie leży między PR-em a ruiną. Leży w tym, że pozwoliliśmy, by całe dzielnice wypadały poza zakres naszej moralnej wyobraźni. Jeśli chcemy mówić o rewitalizacji – najpierw zrewitalizujmy pojęcie odpowiedzialności. Społecznej, politycznej, moralnej. Bo prawda nie potrzebuje broszury. Potrzebuje odwagi.
„Zbadaj siebie, abyś nie został poddany próbie.” (2 List do Koryntian 13:5)
Autor: dr inż. Tomasz Niemas









Komentarze