top of page

Na sygnale na peryferiach „świata”

Zdjęcie autora: concertoconcerto
concertoconcerto
15 sie
3 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 16 sie



Z tej całej historii czytelnik zapewne zapamięta jedynie to, że w Wałbrzychu w żadnym zespole karetki pogotowia, która przyjeżdża na wezwanie do potrzebującego nagłej pomocy medycznej, nie uświadczy się fizycznej obecności lekarza.


Syntetyczny opis ciągu zdarzeń przedstawia się następująco. Zespół karetki pogotowia zostaje wezwany do mieszkania pacjentki. Na miejscu ratownicy nie stwierdzają udaru mózgu i instruują rodzinę pacjentki o dalszym postępowaniu. Po kilku godzinach drugi zespół karetki pogotowia przyjeżdża, wezwany przez rodzinę i zabiera pacjentkę na SOR. Skarga członka rodziny kobiety, która została przewieziona do Szpitala Sokołowskiego, trafia na biurko dyrektora Pogotowia Ratunkowego w Wałbrzychu. Ratownik pierwszego zespołu zostaje natychmiast odsunięty od wykonywania swoich obowiązków służbowych i wręczone zostaje mu wypowiedziane umowy o pracę.

Do redakcji Suweren24 zostały przesłane dokumenty w postaci notatek służbowych ratowników medycznych, treści pozwów sądowych i odpowiedzi prawników na nie, taśmy z nagraniami rozmów między ratownikami, rozmów z osobami zarządzającymi Pogotowiem Ratunkowym w Wałbrzychu oraz być może najmniej istotna informacja, że osobą składającą skargę był były radny miejski. Redakcja zastrzega, że nie ma zamiaru, ani też nie posiada kompetencji do rozstrzygania o winie, błędach medyczny, itp. Natomiast, pewne kwestie wyłaniające się z materiałów przedstawiają obraz funkcjonowania instytucji wałbrzyskich, jak i zapewne całego układu wałbrzyskiego.

Po interwencji medycznej dwoje ratowników (z pierwszego zespołu) przygotowało notatki służbowe. Z oczywistych względów każdy z nich zapoznał się z treścią notatki przygotowanej przez drugiego partnera z zespołu. Jednemu z ratowników, który posiadał specjalistyczne przeszkolenie w zakresie rozpoznawania udarów u pacjentów, zostaje wręczone wypowiedzenie warunków pracy. Dowiaduje się on również, że notatka byłego partnera z zespołu została uzupełnienia o jedno stwierdzenie, z którego wynika bezpośrednio, że u pacjentki wystąpił jeden (i tylko jeden) symptom świadczący o udarze mózgu. Z odczytu taśmy (w posiadaniu redakcji) jednoznacznie wynika, że ratownik medyczny został po prostu poproszony przez kierownictwo Pogotowia o uzupełnienie notatki o przedmiotowy zapis.

Z pozwów sądowych można wyczytać, że zarzuty w stosunku do ratownika medycznego opierają się wyłącznie na jednym powtarzanym stwierdzeniu, że wystąpił u pacjentki symptom świadczący o udarze, a mianowicie „opadanie kącika ust”, a ratownik ten fakt zignorował. Zdarzenie miało miejsce w lutym 2026r. przewód sądowy rusza w listopadzie 2026r.


Zwolniony ratownik medyczny pełnił od kilku miesięcy w Pogotowiu wałbrzyskim funkcję Społecznego Inspektora Pracy. Został wybrany przez załogę i zastąpił w tej roli panią kadrową, czyli „z tzw. urzędu” najbardziej zaufanego człowieka dyrektora Pogotowia, która od wielu lat była właśnie tym SIP-owcem. Związki zawodowe pracowników medycznych, zgodnie ze swoim statusem, negatywnie zaopiniowały wniosek dyrektora dotyczący zwolnienia pracownika. Dyrektor zignorował stanowisko związkowców, nie poczekał na rozstrzygnięcia sądowe i zakończył współpracę z ratownikiem medycznym.


Duże wrażenia na redakcji Seuweren24 zrobiła struktura administracyjna Pogotowia wałbrzyskiego. Na dziesięć stanowisk kierowniczych przypada tylko 5 nazwisk. Czyli pod skrzydłami zarządzającego od X-lat dyrektora powstała firma z tendencjami do instytucji rodzinnej, finansowanej oczywiście z podatków społeczeństwa. Mąż kierownikiem jednego obszaru, żona drugiego, córka trzeciego, kolejne małżeństwo podzieliło się innym obszarem, itd. Rodzi się pytanie, czy Społeczny Inspektor Pracy spoza „rodziny” jest tą zbędną jednostką w „tak dobrze prosperującej” organizacji? Marszałek Województwa akceptuje wszystko, a skargi od sygnalistów płynące na dyrektora skutecznie odrzuca.

 

Ratownik medyczny nie znajdzie pracy w żadnym pogotowiu ratunkowym podlegającym Urzędowi Marszałkowskiemu Województwa Dolnośląskiego. Marszałek z PSL, to dobry polityczny druh prezydenta Wałbrzycha, a dyrektor Pogotowia dobrze czuje się w ich towarzystwie. Tak się złożyło, że były radny miasta Wałbrzycha, którego bliska osoba korzystała z ratunkowych usług medycznych finansowanych przez NFZ, zna również prezydenta miasta. Cóż, za przypadek - niedoszły pracodawca ze Świdnicy poprosił o dodatkowe dokumenty do ogłoszonego postępowania konkursowego na stanowisko ratownika zespołu medycznego, a mianowicie o rekomendację od poprzedniego pracodawcy.


Wałbrzych taśmami stoi, można by było historycznie stwierdzić. Problem też w tym, że pojawiają się one przede wszystkim tam gdzie jest dobre podłoże do zachowań patologicznych: samorządowców, biznesmenów z nadania i całej otoczki „funfli” czerpiących dużymi chochlami z publicznego „kotła” - pieniądza, majątku. Kolejna taśma w posiadaniu redakcji Suweren24 obrazuje jak przedstawiciel Szpitala Sokołowskiego namawia telefonicznie matkę dziecka, do którego przyjechał zespół pogotowia ratunkowego, do złożenia skargi na ratowników medycznych. Kobieta zrobiła tę przysługę Szpitalowi. Ratownik medyczny wyleciał.

 

Redakcja sugeruje - dbajmy o zdrowie swoje i najbliższych. Objawy, które szczególnie silnie wskazują na udar (występuje ich kilka równocześnie) przy jego nagłym początku:

  • opadnięcie jednego kącika ust / asymetria twarzy,

  • nagłe osłabienie lub niedowład jednej ręki albo nogi,

  • nagłe zaburzenia mowy – bełkot, niezrozumiałe słowa, niemożność wypowiedzenia lub zrozumienia prostego zdania,

  • nagłe zaburzenia widzenia, np. podwójne widzenie albo utrata widzenia,

  • nagłe zaburzenia równowagi i koordynacji, szczególnie z innymi objawami neurologicznymi,

  • nagłe zaburzenia świadomości,

  • nagły, bardzo silny ból głowy, szczególnie przy udarze krwotocznym.

 

 

Jeżeli do mieszkańców Wałbrzycha przyjedzie zespół ratowniczy z lekarzem na pokładzie, to oznacza, że przyjechało pogotowie ratunkowe np. ze Świdnicy.

 

 

Tomasz Maciejowski

Komentarze


bottom of page