top of page

Teatr mój widzę w Strzępkach

  • Zdjęcie autora: concertoconcerto
    concertoconcerto
  • 30 sie
  • 2 minut(y) czytania

Fot. "dyrektorowie waldenburskich teatrów"
Fot. "dyrektorowie waldenburskich teatrów"

Tytuł jest współczesną interpretacją tego co napisał Stanisław Wyspiańskim („Teatr mój widzę ogromny”). W czasach gdy w teatrach wystawiano literaturę przez duże "L". Oczywiście, nie wszystko było wtedy ogromne, ale nawet przed bulwarówkami stawiano dość duże wymagania.


I komu to przeszkadzało?


Odpowiedź jest prosta. Tym wszystkim, którzy chcą wciskać ludziom do świadomości taką lub inną ideologię. Im trudno jest teraz żyć, gdyż, jak napisał Wyspiański:

„Tak by się nam serce śmiało do ogromnych, wielkich rzeczy, a tu pospolitość skrzeczy.”


Skrzeczało niedawno na cyrkowym posiedzeniu wałbrzyskiej Rady Miasta. Ludzie przez małe "l" postanowili bowiem uczcić panią Sabinę Galińską-Tumidajską, nazywając jakiś skwer jej imieniem. Nie znałem tej pani. Czytałem tylko, że przez wiele lat pracowała w Teatrze Lalki i Aktora. Za to należy chyba mieć do niej elementarny szacunek. Dzieci nie mają w sobie popularnej teraz hipokryzji i teksty bajek muszą być normalne. Trzeba też mieć pewną dozę talentu, aby utrzymać ich zainteresowanie. Gorzej jest jednak w sprawie występów pani Sabiny w „Kabarecie Dramatycznym imienia Anity Szaniawskiej”.


W porywie tolerancji można zrozumieć, że chyba musiała dorabiać, aby zapłacić za prąd i wodę. Nie jest to jednak praca, którą przyzwoity człowiek może się szczycić. SZANIAWSKX znany jest bowiem z tego, że z ideologicznym zadęciem propaguje intelektualno-artystyczne zboczenia. Dobrym tego przykładem jest bulwarówka („Był sobie Polak Polak Polak i diabeł, czyli w heroicznych walkach narodu polskiego wszystkie sztachety zostały zużyte”) napisana przez Pawła Demireskiego, w reżyserii Moniki Strzępki.


Przedstawienie to jest pewnie zabawne dla KO-munistów. Oni zawsze rechoczą gdy ktoś publicznie czka i puszcza bąki, ale normalni ludzie ignorują taką „literaturę” lub uśmiechają się z politowaniem. Wypadało by więc, o ile bardzo chce się tą panią jakoś uhonorować, dyskretnie przemilczeć jej udział w takim przedstawieniu.


Ale niedoczekanie nasze!


W mieście, którym rządzą ludzie zboczeni finansowo, każde zboczenie literackie (przez mikroskopijne "l") traktowane być musi z pokorą i uniżeniem. Zabulgotało więc bardzo gdy radni Tomasz Maciejowski i Rafał Kiercz ośmielili się mieć do pomysłu na uczczenie tej pani stosunek ambiwalentny.

Na ratunek rzucił się oczywiście nadworny publicysta naszego kochanego burmistrza - pan Marek Szeles. Na portalu walbrzych24.com opublikował tekst; „Skwer wybitnej artystki i skandaliczne zachowanie radnego Wałbrzycha”

Starał się jak zwykle bardzo i napisał; „... zdobyła w 2008 roku ogólnokrajową nagrodę na 8. Festiwalu Dramaturgii Współczesnej „Rzeczywistość Przedstawiona” w Zabrzu. Odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi oraz tytułem Zasłużonej dla Powiatu Wałbrzyskiego, była i pozostaje ikoną wałbrzyskiej kultury. ...”.


Ups! Ciężkie ma teraz biedak życie gdyż został zdeklasowany.

Na portalu db2010.pl przeczytać można tekst; „Uhonorują Sabinę Galińką-Tumidajską”, w którym napisane jest piękną literacką polszczyzną:

„ … jurorowała na konkursach recytatorskich ...”.

Nie śmiejmy się jednak z DB2010. Tekst ten podpisany został - RED, źródło: UM W-ch, fot. użyczone - Alek Ziólkowski, co oznacza, że autorem jest Urząd Miasta Wałbrzych.


Zawołajmy więc zgodnym chórem: 


"Niech rzyje waldenburska cooltura!!!"

 

 

Jerzy Jacek Pilchowski

Komentarze


bottom of page