top of page

Elektrownia na papierze, koszt w krajobrazie. Spór o Strugę i Naturę 2000

  • Zdjęcie autora: concertoconcerto
    concertoconcerto
  • 9 lut
  • 2 minut(y) czytania


W Strudze i gminie Stare Bogaczowice rozgorzała dyskusja, która powinna zainteresować każdego, komu nie jest obojętny los lokalnej przyrody i kultury.

Temat? Budowa przemysłowej elektrowni słonecznej na terenie objętym programem Natura 2000. Sprawa na pierwszy rzut oka brzmi „zielono, ekologicznie, nowocześnie”.

Ale przy bliższym spojrzeniu pojawia się pytanie: dla kogo to naprawdę ma być korzystne?

Nie można milczeć wobec propagandy mówiącej, że każdy kawałek pola czy wzgórza nadaje się na farmę fotowoltaiczną. Z danych Ministerstwa Klimatu wynika jednoznacznie, że obszary górskie Dolnego Śląska nie mają istotnego potencjału energetycznego dla tego typu przedsięwzięć. 

Nie jest to więc inwestycja, która w jakikolwiek sposób odpowiada na rzeczywiste potrzeby energetyczne regionu. To inwestycja, która powstaje na papierze wskaźników OZE, by móc potem pochwalić się „zielonymi osiągnięciami”.

Budowa w obrębie terenów Natura 2000 wymaga szczególnej uwagi i licznych analiz. Tu nie chodzi wyłącznie o zielone płotki i panele. To są ekosystemy chronione unijnymi i krajowymi regulacjami, miejsca, które decydują o bioróżnorodności, o zdrowiu środowiska i lokalnej przyrody.

Zgodnie z ustawą o udostępnianiu informacji o środowisku, społeczeństwo ma prawo oczekiwać raportów oddziaływania na środowisko, opinii ekspertów i badań naukowych. Pytanie tylko – gdzie one są? Czy decydenci działają w pośpiechu, ignorując procedury, by zrealizować polityczne wskaźniki, a nie realny rozwój?

Ochrona krajobrazu, zwłaszcza krajobrazu kulturowego i turystycznego, nie jest fanaberią lokalnych mieszkańców. To kwestie fundamentalne dla przyszłości regionu. Struga i okolice mają potencjał turystyczny i historyczny, który nie jest w żaden sposób wymiernie zabezpieczony przed ingerencją przemysłowej energetyki.

Art. 62 ustawy o ocenach oddziaływania na środowisko wyraźnie wymaga analizowania wpływu inwestycji na środowisko, klimat, zdrowie ludzi, dobra materialne, zabytki i krajobraz. Tymczasem dokumentacja nie uwzględnia tych aspektów w sposób kompletny i rzetelny.

Najbardziej rażące jest to, że inwestycja powstaje za pieniądze państwowe i unijne. Inwestowanie w miejsca, które nie mają potencjału energetycznego, kosztem ochrony przyrody i krajobrazu. Nie o rozwój lokalnej społeczności tu chodzi, lecz o wskaźniki i polityczne sukcesy.

Nie można też pominąć sąsiedztwa gminy Wałbrzych. Czy władze miasta, prezydent Roman Szełemej oraz środowiska skupione wokół „Zielonego Wałbrzycha” zamierzają biernie przyglądać się inwestycji, która szkodzi nie tylko mieszkańcom gminy Stare Bogaczowice, lecz także uderza w potencjał turystyczny i wizerunek całego regionu wałbrzyskiego?

Struga mówi NIE. To nie jest protest przeciwko energii odnawialnej jako takiej. To jest sprzeciw wobec nieprzemyślanych, przymusowych i kosztownych inwestycji, które ignorują walory przyrodnicze, krajobrazowe i społeczne regionu.


Tomasz Niemas 

Komentarze


bottom of page