top of page

Wałbrzych. Instrukcja obsługi ruin. Czyli lekcje z Detroit, których nikt tu nie chce odrobić

  • Zdjęcie autora: concertoconcerto
    concertoconcerto
  • 7 cze 2025
  • 3 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 7 cze 2025


Wałbrzych to polskie Detroit. Nie z powodu rozmiarów ani legendy. Ale dlatego, że wszystko tu się skończyło – i nic się nie zaczęło. Zanim ktoś się obrazi: to nie zarzut wobec mieszkańców. Raczej pytanie do tych, którzy mieli tym miastem zarządzać – a przez trzy dekady ograniczali się do dokładania kolejnych warstw farby na sypiącym się froncie.


Ale spokojnie. Jest dobra wiadomość: da się to miasto uratować. Zła wiadomość? Nie da się tego zrobić bez odważnych decyzji. A z tym w Polsce mamy poważny problem.


I. Najpierw nazwijmy klęskę. Bez pudru

Detroit upadło, bo przegapiło moment, w którym trzeba było się zmienić. Gdy świat przesiadał się z V8 na coś mniejszego, ono wciąż budowało Cadillaki. A potem przyszło tąpnięcie – i zostały tylko rdza, pustostany i gangi.

Wałbrzych? Tu też świat się zmienił, a nikt nie raczył poinformować miasta. Górnictwo padło, fabryki się zwinęły, a władze... udawały, że to "restrukturyzacja". Tak się składa, że „restrukturyzacja” to piękne słowo na „nic nie zrobiliśmy, ale wydaliśmy grant”.

Dziś młodzi znają Wałbrzych z jednego powodu: stąd się wyjeżdża. Najlepiej bez pożegnania.


II. Miasto to nie plan rewitalizacji

Rewitalizacja to modne słowo. Brzmi jak zabieg SPA dla miast. Tyle że w praktyce to zazwyczaj ocieplony blok, nowy trawnik i festyn z kiełbasą. Tymczasem Detroit – to zrujnowane, przestępcze, przerażające Detroit – miało więcej jaj niż niejedno europejskie miasto. Burzyło całe dzielnice, żeby zbudować coś nowego. Robiło miejsce pod szkoły, coworki, parki. Dawało przestrzeń ludziom z pomysłami. A co my robimy w Wałbrzychu? Udajemy, że PRL wróci, jeśli tylko odmalujemy elewację. Tyle że ani górnik, ani ślusarz, ani kierownik zmiany nie wrócą. Bo nie ma do czego.


III. Praca to nie montownia

Kiedy Detroit zaczęło się podnosić, nie zrobiły tego korporacje. Zrobili to ludzie, którzy uwierzyli, że można tu jeszcze coś zbudować. Biznesmeni, deweloperzy, programiści, fundacje. Prywatni inwestorzy. Ci, którzy nie czekali na decyzję z Waszyngtonu.

Wałbrzych ma Specjalną Strefę Ekonomiczną. Brzmi dumnie. W praktyce to trochę taka współczesna wersja pańszczyzny: praca jest, ale za tyle, że nie starcza na życie. No i prędzej czy później przenoszą wszystko do Rumunii, bo tam jeszcze taniej.

Chcesz mieć miasto, które żyje? Zrób z Wałbrzycha centrum kompetencji, nie taniej siły roboczej. Postaw na technologie, edukację, produkcję wysokiej jakości. Inaczej zawsze będziemy tylko dostawcą rąk – i to do czasu, aż znajdzie się ktoś tańszy.


IV. Zburzcie to wreszcie

Detroit miało więcej odwagi niż większość polskich samorządów. Wzięli buldożer i zrównali z ziemią to, co nie miało sensu. Bo nie wszystko da się rewitalizować. Czasem trzeba po prostu usunąć blizny.

W Wałbrzychu mamy całe kwartały – Nowe Miasto, niektóre ulice Białego Kamienia – które są poza jakąkolwiek urbanistyczną logiką. Pustostany, rudery, garaże, których nikt nie używa od dekady. Ale nikt ich nie ruszy, bo to „dziedzictwo” albo „własność prywatna” zmarłego dziadka w Chicago.

Czas się z tym rozprawić. Potrzebne są przepisy lokalne, odważne decyzje i polityczna odwaga. Albo zrobimy przestrzeń pod coś nowego, albo będziemy do końca świata płacić za monitoring pustostanów.


V. Nie licz, że wrócą – daj im powód

Młodzi z Detroit wyjechali. Tak jak młodzi z Wałbrzycha. Ale potem coś się zmieniło: Detroit zaczęło coś im oferować. Tanie mieszkania. Przestrzeń. Szansę na własny biznes. Jakieś "why the hell not" („Dlaczego do cholery nie?”).

A co oferuje Wałbrzych? Kredyt na 30 lat na blok z widokiem na dawną hałdę. Pracę w magazynie. I czasem darmowy koncert Lady Pank na Dni Miasta.

Chcesz, żeby wrócili? Daj im stypendium, przestrzeń do działania, realny program wsparcia. Nie ulotki i konferencje. Konkret. Smart district, przestrzeń pod start-upy, mentoring, szybki internet, wsparcie z lokalnego funduszu. Inaczej zostanie tylko cisza po byłych rodzinach.


Finał? Tu nie chodzi o sentyment

Detroit miało hasło: „We’re not what we were – we’re what we’re becoming” („Nie jesteśmy już tym, kim byliśmy - stajemy się czymś nowym").

To samo powinien powiedzieć Wałbrzych. Bo dziś to nie jest miasto górników. Ani nawet byłych górników. To miasto ludzi, którzy czekają, aż coś się wreszcie stanie. I jeszcze nie uciekli – co samo w sobie jest wyrazem nadziei.

Nie chodzi o sentyment. Chodzi o to, by nie dać tej historii rozpaść się na kawałki.

Wałbrzych to nie problem. Wałbrzych to test.

Test na to, czy Polska potrafi myśleć przyszłością, a nie tylko przeszłością.

I to test, którego nie możemy oblać.


Autor: dr inż. Tomasz Niemas

Komentarze


bottom of page